Każdy z nas, zaraz po tym, jak zepsuje się nam stary, wysłużony „Rubin” czy „Neptun” czy inny, topowej marki jak na ówczesne czasy telewizor, rusza zaraz do jednego z marketów z elektroniką, by kupić nowy. Ci zamożniejsi kupują od ręki, ci ubożsi rozkładają sobie zakup na 10, 20, czy 30 rat, podobno nawet 0%. Klient wchodzi do sklepu i widzi przed sobą gęsto zastawioną ścianę telewizorami. Jest ich cała masa, półki dosłownie uginają się pod nimi. I jaki tu wybrać? Nikogo to pewnie nie zdziwi, że największe problemy mają z tym kobiety. Na karcie informacyjnej każdego z produktów znajduje się wiele parametrów, których nie sposób „ogarnąć” jeżeli nie ma się odpowiedniej wiedzy na dany temat. Jedyną zauważalną różnicą w tych telewizorach jest ich rozmiar i od tego może zacznijmy. Rozmiar telewizora dobieramy do wielkości pomieszczenia, w jakim się znajdujemy. Wiadomo-im większe pomieszczenie, tym większy telewizor. Jeżeli siedzimy mniej niż 2m od ekranu, jego przekątna nie powinna przekraczać 21 cali. Jeżeli jest to 2-4m, wybierajmy telewizory od 21 do 37cali. Jeżeli powyżej 4m, spokojnie można zdecydować się na telewizory 42, 47 i nawet 50-calowe. Kolejnym ważnym parametrem jest czas reakcji. Im mniejszy, tym lepiej oczywiście. Jest to czas, jaki potrzebuje telewizor, by wyświetlić obraz od momentu jego odebrania. Dziś najlepsze z nich mają nawet po 3ms (czyli 3 tysięczne sekundy). Kolejną istotną kwestią jest częstotliwość. Na czym to polega? Jest to ilość odświeżeń obrazu w ciągu sekundy. Ludzkie oko widzi zmieniające się obrazy jako film przy maksymalnie 30 odświeżeniach na sekundę, wystarczy więc w zupełności telewizor 100Hz. Kupowanie telewizorów 600Hz, czy 300Hz, to tylko niepotrzebna strata pieniędzy. Dla ekologów ważne jest też, ile nasz telewizor potrzebuje prądu. Najlepsze telewizory 32-calowe podczas pracy potrzebują mniej niż 100W, więc w porównaniu do symboli poprzedniej epoki jest to niezmiernie mało. Wybór telewizora nie jest prosty-zazwyczaj jest to zakup na lata.